niedziela, 10 czerwca 2012

(4) Ahh! I gdzie tu pójść?!

    Droga się jednak trochę przedłużyła. Dopiero na 14 dotarłyśmy do miasteczka.
Czyli mamy 4 i pół godziny... I co mamy tu tyle robić?
Razem z Judy postanowiłyśmy wybrać się  najpierw do kawiarni.
Stanęłyśmy przed niewielkim budynkiem. Nad drzwiami wisiał szyld "Dream Cafe".
Weszłyśmy. W środku było... hmmm... Uroczo? Myślę, że tak. Można powiedzieć, że było uroczo.
Zamówiłam Latte macchiatto , a Judy wolała postawić na Cappuccino.
Chciałam wziąć ciastko, lecz Judy powiedziała stanowcze NIE.
Powiedziała, że nie mogę jeść słodkiego bo po słodyczach mi odbija.
Postanowiłam się nie sprzeczać. W końcu dziś taki PIĘKNY dzień.
Około 15.30 wyszłyśmy z "Dream Cafe".
- No i gdzie teraz? - zapytałam moje pomysłowej kumpeli
- Hmmm... Do koncertu jeszcze trzy godziny... Musimy iść gdzieś blisko Areny.
-  Sama na to wpadłam - powiedziałam cicho
- To wiem! Chodźmy do parku! Spójrz - powiedziała wskazując na mapę - tuż obok Areny jest park!
- To chodźmy... - zgodziłam się
W parku było... po prostu przepięknie. Było kilka ławek, dwie huśtawki i... małe przepiękne jeziorko.
Usiadłyśmy z Judy na huśtawkach. Dopiero teraz zauważyłam, że po jeziorku pływają maleńkie kaczorki.
Od razu tam podbiegłam i nakarmiłam je chlebem.
Kiedy usiadłam nad rzeką straciłam poczucie czasu.
"Obudziła" mnie Judy, mówiąc, że do koncertu zostało pół godziny.
Musiałyśmy pójść na Arenę zająć miejsca.
A więc... Zabawę czas zacząć!
Moje największe i za razem jedyne marzenie... Dziś się spełni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz