Mamy ostatni dzień na Hawajach. Dziś 1 listopada... a było cudownie.
Będę bardzo tęsknić za tym miejscem, mam nadzieje, że jeszcze kiedyś tu wrócę.
Rano wstaliśmy bardzo wcześnie. Nie chcieliśmy na nic marnować czasu. Około 6 rano wstaliśmy z łóżka.
Szybko się odświeżyliśmy i poszliśmy na plażę. Niebo było odcieniu różowego. Było po prostu piękne.
Weszliśmy do wody. Morze było ciepłe. Kąpaliśmy się tak jakieś 30 minut. Kiedy wyszliśmy z wody było już całkiem jasno. Postanowiliśmy wyschnąć, za pomocą słońca. Położyliśmy się na kocu i opalaliśmy.
Około 8 rano wróciliśmy na chwilę do naszego domku. O 15 mamy samolot, a do lotniska jest 15 minut, więc mieliśmy sporo czasu.
W domu zjedliśmy śniadanie. Mój głupek, strasznie zgłodniał, więc na śniadanie dostał, naleśniki z syropem klonowym.
Ja zadowoliłam się jedną kanapką z szynką i z serem.
Jedzenie zajęło nam pół godziny. Wiem, że długo, ale chcieliśmy cieszyć się każdą chwilą spędzoną na Hawajach.
Po śniadaniu poleżeliśmy w łóżku kolejne pół godziny.
O 9.15 znów wyszliśmy z domu.
Poszliśmy prosto do naszego ulubionego miejsca na Hawajach.
Nad fontannę. Było przepięknie. Chciałabym tam zostać na zawszę.
Lecz myślę... że bardzo bym tęskniła, za Judy, za chłopakami... i za Londynem.
Długo przesiedzieliśmy nad fontanną.
Dopiero o 11, poszliśmy do restauracji.
Wiem, że niedawno jedliśmy, lecz chcieliśmy ostatni raz zjeść właśnie w tym miejscu.
Właśnie tam, zjedliśmy naszą pierwszą kolacje, jako małżeństwo.
O 12 byliśmy w domu. Musieliśmy się spakować. Zajęło nam to jakąś godzinę.
Mieliśmy jeszcze półtora godziny, więc położyliśmy się na łóżku i oglądaliśmy telewizje.
W końcu nadeszła godzina 15.30.
Wyszliśmy z domu, wprost do wypożyczonego przez Nialla auta.
Ostatni raz wyjżałam przez
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz