Około godziny 19 lekarze wypuścili nas (mówiąc nas mam na myśli mnie) ze szpitala. Ponad godzina drogi. Myślę, że szybko minie, ponieważ będzie spędzona w miłym towarzystwie.
Dobrze się bawiliśmy. Nie jechaliśmy autobusem, ani taxi, lecz... limuzyną.
- Dziś śpicie w moim pokoju - odezwał się Niall - a ja się prześpię u Louisa. Jutro wybierzecie sobie pokoje kupimy meble... i ogólnie wprowadzicie się.
Przytaknęłyśmy.
- A jutro będzie impra! - krzykną Lou
Niall popatrzył na niego karcącym wzrokiem.
- Albo, nie, ponieważ... wracamy ze szpitala...- opamiętał się Lou
- I nie mamy czego świętować - dodał ciszej
Więc dojechaliśmy. Wysiadłam z auta i chciałam zrobić pierwszy krok... lecz Niall mi nie pozwolił i wziął mnie na ręce.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Nie możesz chodzić! - zaczął się tłumaczyć - jesteś osłabiona! Dopiero co wracamy ze szpitala.
Postanowiłam się nie stawiać. Odłożył mnie prosto do swojego łóżka, następnie przyniósł kolacje i wyszedł na chwilę. Nie wiem po co.
Właśnie kończyłam jeść, i przyszedł. Miał przy sobie trzy filmy.
- Może coś oglądniemy? - zapytał
- Jasne, a co masz?
Spośród trzech filmów, postawiliśmy na "P.S Kocham Cię".
Niall włożył płytę do DVD i położył się koło mnie. Obią mnie swoim ramieniem i przykrył moją kołdrą.
Wtuliłam się w niego i co dziwne... nie czułam krępacji. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że mogłam mu zaufać.
Nie zdążyłam do oglądać filmu, ponieważ w połowie, zasnęłam.
Obudziłam się rano. Koło mnie nie leżał już Niall, lecz Judy. Czytała książkę.
- Wstałaś Kocie. - powiedziała ciepło - złaź na dół na śniadanie.
Dałam jej buziaka w policzek i zeszłam. Na dole był tylko Liam.
- No cześć ! - przywitał mnie z uśmiechem na buzi - Dziś robimy przemeblowanie. Jedz śniadanie i zaczynamy.
Zjadłam śniadanie, w jego miłym towarzystwie. Bardzo go polubiłam. Pokochałam go jak brata... chodź znam go tak nie długo.
- Liam... bo ja chciałabym się przejść po okolicy - powiedziałam - moglibyśmy zaczekać z tą przeprowadzką?
- Nie wiem czy Niall się zgodzi, żebyś poszła sama...
- Gdzie on jest?
- Jeszcze śpi, a co?
- Skoro śpi to nie musi wiedzieć... a ty nic nie powiesz prawda?
- No dobra... ale wracaj szybko!
Umyłam zęby, i przeczesałam szybko włosy. Nie musiałam się przebierać, ponieważ wczoraj zasnęłam w ubraniu. Szybko wyszłam z domu.
Szłam przed siebie, a że nie znałam okolicy, nie wiedziałam dokładnie dokąd idę.
Zatrzymałam się w parku. Nigdy tu nie byłam. Usiadłam na małej ławeczce i zamknęłam oczy.
Siedziałam tak i myślałam, kiedy nagle usłyszałam szept. "Jesteś śliczna kochanie. Nie zapominaj o tym"
Dobrze wiedziałam kto to powiedział. Rozpoznałam głos swojego taty.
Do oczu napłynęły mi łzy... łzy szczęścia. Wiedziałam, że rodzice są przy mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz