piątek, 29 czerwca 2012

UWAGA!

      Od razu ostrzegam, że w dniach 30.06-16.07.2012r. Nie będę dodawała nowych rozdziałów na Bloga.
Wyjeżdżam na... można powiedzieć... "Kolonię".
Wracam właśnie 16 lipca. Obiecuję, że jak tylko wrócę, nadrobię to.
Będę za wami bardzo tęskniła.
Kocham was Paaaa ;***
Do usłyszenia za (około) dwa tygodnie.
Mam nadzieje, że przez czas mojej nieobecności, wzrośnie liczba obserwatorów.
Do usłyszenia miśki ;***

(47) "Witaj wśród nas, maluszku..."

                   Dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Jest piękny marcowy poranek. Na dworze było bardzo ciepło. Świeciło słońce, kwiaty powoli zakwitały, a ptaszki ślicznie śpiewały.
O godzinie 11... dzień idealny... trochę się zmienił...
- Niall! Nina chyba chce na świat!
- Że co!?
- Że to!
- Ale masz termin na kwiecień! Jest 18 marca!
- Jej to powiedz!
- Chłopaki! Do szpitala!
Mówiąc to, Niall wziął mnie do szpitala. Pośpiesznie pojechaliśmy.
Niall nie zwracał uwagi na światła.
Siedziałam z tyłu, razem z Harrym, Zaynem i Liamem... Cudem się zmieściliśmy.
Louis siedział z przodu, razem z Niallem który prowadził.
Gdy dotarliśmy do szpitala, Harry zadzwonił po Judy. Była ona właśnie w odwiedzinach u swojego młodszego brata.
Pojechaliśmy na porodówkę.
Na początku, Niall dzielnie znosił, wyzwiska które rzucałam w jego stronę.
Jednak po pięciu minutach... zemdlał.
No super! Ale dzielny -,- .
Rodziłam dwie godziny.
Gdy zobaczyłam, malutką... nie czułam już bólu.
Była piękna. Strasznie podobna do Nialla... Tylko oczy miała po mnie.
Była przepiękna.
Strasznie płakała. Jako pierwszy, na ręce, wziął ją Niall... Gdy go zobaczyła od razu przestała płakać.
Niall jak zwykle się popłakał.
- Witaj wśród nas maluszku - powiedział, bardzo delikatnie całując ją w czoło

czwartek, 28 czerwca 2012

(46) Już za niedługo... mały człowiek...

              Wczoraj zrobiliśmy świetne urodziny, Harrego. Myślę, że bawił się bardzo dobrze.
Właśnie 1 lutego, wszyscy członkowie One Direction, stali się pełnoletni. ]
Dziś, razem z Niallem idziemy na USG.
O godzinie 10.30 wyszliśmy z domu.
U lekarza byliśmy o godzinie 11. Najpierw słuchaliśmy bicia serca maluszka.
Jak zwykle, na USG, Niall się poryczał.
Następnie pan doktor pobrał mi krew (przy czym Niall zemdlał, ponieważ boi się widoku krwi).
Gdy go ocuciliśmy, dużo rozmawialiśmy o rozwoju mojego malucha.
Jestem już w 7 miesiącu ciąży. Dziecko jest zdrowe.
Lekarz ustalił już termin porodu.
Termin mam na 5 kwietnia, lecz przyjechać do szpitala, mam już 2 kwietnia.
Niall był strasznie zestresowany.
Jest już 16 luty i on bardzo się boi.
Próbuję go uspokajać, lecz nie bardzo to pomaga.
- Za niedługo będzie dziecko! - krzykną gdy weszliśmy do domu
- Co? Jak to? Kiedy? - zapytał Liam
- Termin mam na 5 kwietnia - odpowiedział
- Ty masz? - zapytałam
- Znaczy, my mamy... - poprawił się

(45) Najlepszego Zayn!

                  Tak właśnie! Urodziny Zayna... 12 stycznia. Bardzo kocham Zayna, tak jak resztę chłopaków.
Oczywiście najbardziej kocham Nialla, ale ich też bardzo kocham.
Wszyscy wstaliśmy dziś bardzo wcześnie. Tylko Zaynowi pozwoliliśmy pospać... Taki przywilej solenizanta.
Już o 6 rano byliśmy na nogach.
Zjedliśmy wszyscy razem śniadanie. Razem z Judy, zrobiliśmy Zaynowi naleśniki z syropem klonowym.
Jego ulubione.
Następnie pojechałyśmy na zakupy.
Chłopcy dali nam pieniądze, żebyśmy kupiły coś od nich.
Wróciłyśmy o 10. Zayn właśnie jadł śniadanie.
- Wszystkiego najlepszego kochany. - powiedziałam po czym usiadłam mu na kolanach i pocałowałam w policzek
Chłopak uśmiechną się.
Zobaczyłam jak Niall się na mnie patrzy. Był zazdrosny, więc wstałam z kolan Zayna i podeszłam do Nialla.
Później bardzo mocno go pocałowałam.
- No. - powiedział Niall zadowolony
Chłopcy zaczęli się śmiać.
Wspólny obiad zjedliśmy o godzinie 15.
Oczywiście ulubione danie Zayna. Spaghetti, zrobione przeze mnie i Judy.
Zaynowi smakowało.
Po obiedzie przynieśliśmy czekoladowy tort.
Następnie daliśmy Zaynowi prezenty, z których bardzo się ucieszył.
Ogólnie dzień, miną nam bardzo miło.
19 lat Zayna... Jest już taki dorosły...

środa, 27 czerwca 2012

(44) Sylwester!

              Dziś 31 grudnia... tak jest, Sylwester. Będę dobrą żoną i pozwolę Niallowi się napić.
Napić... nie spić.
Dziś wstałam o godzinie 11. Byłam nie wyspana, ponieważ Ninie się chyba nudziło w nocy... bo strasznie kopała. Oczywiście jak Niall usłyszał, że Nina kopie, spał z ręką na moim brzuchu.
Mam męża-dziecko!
Wracając do wcześniejszego tematu... Gdy się obudziłam, Niall jeszcze spał.
Pomyślałam, że nie będę go budzić, ponieważ dziś bardzo długo nie pójdzie do łóżka.
      O godzinie 22 przyszli do nas Josh, El i Dan. Tylko Judy, postanowiła być solidarna i nie piła.
Bardzo fajnie się bawiliśmy.
Mimo ojej prośby, o godzinie 23, Niall, był już nieźle spity.
Wiem o tym ponieważ podszedł do mnie i bardzo namiętnie mnie pocałował. Wtedy poczułam od niego mocny zapach alkoholu.
-Niall... - odezwałam się - obiecałeś...
- Wiem, wiem... przepraszam... - powiedział po czym znowu mnie pocałował
- Nie, Niall - odepchnęłam go
- Co? Czemu?
- Bo obiecałeś - mówiąc to poszłam do pokoju
Po 5 minutach, on też tam przyszedł.
- Księżniczko... Przepraszam...
- Zawsze przepraszasz... i zawsze robisz tak samo... Jak Ci ktoś da palca, to bierzesz całą rękę... Już Ci nigdy nie zaufam.
- Ale ja... ja wiem, że nie powinienem się upić, ale to... to chłopcy mnie namówili
- Oczywiście. Najlepiej zwalić winę na kogoś innego.
- Ale... ale... ja Cię kocham...
Odwróciłam głowę, lecz on przesuną ją z powrotem, tak, że nasze usta się zbliżały
- Jedzie od Ciebie alkoholem...
- Wiem...
- Pociąga mnie to... - mówiąc to pocałowałam go namiętnie
Wtedy do pokoju wpadł Liam.
- Chodźcie na dół! Jeszcze 10 sekund!
Zdążyliśmy, na "3. 2. 1!"
Na niebie pojawiło się pełno petard.
Było pięknie.
- Wesołego Nowego roku, księżniczko
- Wesołego, skarbie - po tych słowach, znów namiętnie się pocałowaliśmy

wtorek, 26 czerwca 2012

(43) Aww... Harry...

                          Rano obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Najpierw poszłam do Louisa złożyć mu życzenia urodzinowe. Bardzo się cieszył.
Kolejną rzeczą którą zrobiłam, było dorabianie uszek do barszczu, oczywiście z Judy.
Skończyliśmy około godziny 14. Musieliśmy zamknąć kuchnię na klucz, żeby Niall nie wyjadł jedzenia.
O godzinie 15 wyszliśmy, razem z Niallem na świąteczny spacerek.
Było pięknie. Szliśmy za ręce. Rozmawialiśmy. Jednak po pół godziny zrobiło mi się strasznie zimno i musieliśmy wracać do domu.
Chłopcy nie mogli się doczekać, aż usiądziemy do stołu... a może bardziej prezentów.
Od dziewiętnastej siedzieliśmy wszyscy przy oknie wyczekując pierwszej gwiazdki.
Nie kazała nam czekać długo. O godzinie 19.15 usiedliśmy do stołu.
Rozpoczęliśmy modlitwą, zmówioną przeze mnie i Judy.
Następnie, ulubiona część Nialla.
Tak właśnie, posiłek.
Chłopcom bardzo smakowało jedzenie... chyba, że udawali, aby nie sprawić nam przykrości.
Jedliśmy około godziny. Później poszliśmy do choinki.
Najpierw otworzył prezent Louis, ponieważ jest solenizantem. Dostał on prezent od Liama.
Nie powiem wam kto, co i od kogo dostał, ponieważ zanudziłabym was na śmierć.
Zayn bardzo ucieszył się z mojego prezentu.
Dostałam prezent jako ostatnia.
Okazało się, że wylosował mnie Harry.
Otworzyłam prezent. W środku znajdował się, naszyjnik z napisem. "Peggy" i album.
Na pierwszej stronie albumu był ozdobny napis "Dla Peggy, od Harrego."
W środku było pełno zdjęć. Na zdjęciach byliśmy wszyscy, niektóre zawierały tylko mnie i poszczególne osoby.
Na ostatniej stronie, również widniał napis.
"Pilnuj tego młoda! Bardzo Cię kochamy!"

(42) Jutro Święta!

                       Rano obudziły mnie, Danielle, Eleanor i Judy. Poszłyśmy na gorącą czekoladę.
To dziwne, ale w Londynie było pełno śniegu. Było pięknie.
Popijając czekoladę, rozmawiałyśmy.
Dan i El powiedziały, że dziś wyjeżdżają do rodziny i wracają dopiero 30 grudnia... szkoda.
Z resztą, Josh też wyjeżdża...
Dopiero kiedy kończyłyśmy pić czekoladę uświadomiłam sobie, że przecież trzeba przygotować święta.
I kupić prezent dla Zayna!
Około godziny 13, razem z Judy wybrałyśmy się na zakupy.
Najpierw kupiłyśmy wszystkie składniki do jedzenia, później stroiki, a na końcu wybraliśmy się po prezenty.
Złamałyśmy obietnice i zdradziłyśmy sobie kogo wylosowaliśmy.
Judy ma Liama... Ona to ma fajnie. Ja nie mam zielonego pojęcia co kupić Zaynowi.
Po godzinie wyborów prezentów... w końcu kupiliśmy!
Judy kupiła Liamowi... Żółwia! powiedziała że będzie go trzymać w swoim pokoju a jutro da go pod choinkę.
Ja natomiast Zaynowi kupiłam nowiuteńkiego fullcapa i krawat z napisem "Bad boy".
Gdy weszłyśmy do domu, prędko poleciałyśmy na górę, zanieść nasze prezenty.
Następnie zeszłyśmy do salonu. W salonie, ujrzałyśmy pięknie wystrojoną choinkę.
Przed choinką stali chłopcy którzy dumnie patrzyli na swoje dzieło.
Byłyśmy bardzo dumne z chłopców.
Po piętnastu minutach, wzięłyśmy się za pracę nad jedzeniem.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

(41) Mikołajki!

                        Dziś 6 grudnia. W domu One Direction, Mikołajki są obchodzone jako Dzień Dziecka.
Oczywiście, Harry bardzo się wykłócał, że jest dzieckiem, ale nikt nie chciał go słuchać.
Rano bardzo się zdziwiłam. Kiedy się obudziłam, zobaczyłam Liama.
- O... cześć Liam... Co ty tu robisz, tak rano?
- Ja przyszedłem złożyć życzenia.
- Co? Ale ja nie jestem dzieckiem...
- Ty nie, ale Nina, to co innego. - powiedział po czym pogłaskał mnie po brzuchu.
Usiadł wtedy na łóżku i złożył życzenia.... mojemu brzuchowi...
Po życzeniach, podał mi do rąk małą paczuszkę.
- Otwórz - powiedział uśmiechnięty
Gdy rozpakowałam paczuszkę, moim oczom ukazały się piękne śpioszki.
Były bardzo malutkie. Były różowe, a na środku był napis "Nina".
-O Mój Bosz... - powiedziałam
Mocno przytuliłam Liama i podziękowałam mu.
Później, zeszłam na dół do kuchni.
Siedział tam Zayn.
- Najlepszego maluszku! - wykrzyczał gdy tylko mnie zobaczył
Oczywiście, nie mówił do mnie tylko do Niny.
Tak jak wcześniej Liam, pogłaskał mnie po brzuchu i dał prezent.
Tym razem były to, maleńkie, prześliczne, różowe buciki.
Gorąco mu podziękowałam.
Wtedy do pokoju wszedł Louis, Harry i Judy.
Oczywiście złożyli mi życzenia... a nie... złożyli Ninie życzenia.
Od Louisa, Nina dostała maleńką żółtą, czapeczkę, a od Harrego i Judy, Piękną niebieską sukienkę.
Po chwili, przypomniałam sobie, o Niallu. Gdzie on jest?
Poszłam sprawdzić do pokoju. O! Był tam.
Był odwrócony do mnie tyłem. Gdy zobaczył, że weszłam, zaczął grać na gitarze.
Po chwili zaczął też śpiewać.
Grał dla mnie "Moments".
Po piosence, podszedł do mnie i powiedział.
- Wszystkiego najlepszego skarby.
Z oczu poleciały mi łzy.
Pierwszy raz dziś, ktoś złożył życzenia, też mi.
Wow! Ktoś o mnie pamiętał!

piątek, 22 czerwca 2012

(40) Losowanie!

          Od razu po powrocie, położyłam się spać... byłam bardzo wyczerpana. Niall bardzo mnie wspierał.
Śniła mi się Laura. Mówiła mi, jak świetnie jest w niebie.
Cieszyła się, że są z nią rodzice.Powiedziała, że zawsze jest przy mnie i, że mnie bardzo kocha.
Na koniec bardzo mocno mnie przytuliła i powiedziała.
 "Kocham Cię, nie zapomnij o tym." 
Reszta miesiąca, minęła w miarę normalnie. Nie ma co opowiadać.
   Dziś jest 1 grudnia. 24 dni do urodzin Louisa i oczywiście do świąt.
O godzinie 12 w południe, zebraliśmy się wszyscy w salonie.
Postanowiliśmy, że będziemy losować osoby. Już tłumaczę.
W misce były nasze imiona. Każdy z nas miał wylosować jakąś osobę, której kupi prezent pod choinkę.
Oczywiście, nikomu nie mogliśmy mówić kogo wylosowaliśmy. Dowiemy się dopiero w święta.
Gdy wylosowałam karteczkę, odwinęłam ją i spojrzałam.
"Zayn Malik"
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Bardzo lubiłam Zayna. Jeszcze nie wiedziałam co mu kupię.
Po losowaniu ustaliliśmy, że prezent ma kosztować w granicach 50-80 funtów.
Dobra... mam jeszcze 24 dni.
Jestem bardzo ciekawa kto mnie wylosował.
Niall był za tym, żeby Nina też brała udział w losowaniu...
Ciekawe, kto musiał by kupić za nią prezent.
No chyba on!


(39) Kocham Cię Laura... Pamiętaj o tym.

         Oczywiście zrobiłam im awanturę, że mi nie powiedzieli... ale bardzo się cieszyłam ze szczęścia mojej kochanej Judy. Powiedzieli, że ze ślubem, chcą poczekać na mojego malego człowieka, żeby wszyscy byli w komplecie.
   Dziś 10 listopada. Urodziny mojej siostry.Znaczy, byłyby, gdyby moja siostra teraz żyła.
Umarła kiedy miała 5 lat. Miała raka. Nie miała żadnych szans na przeżycie. Dziś miała by 10 lat.
W moim życiu było wiele tragedii. Lecz właśnie tą.... chyba wspominam najgorzej.
Miałam 13 lat. Mała Laura, była moim oczkiem w głowie. Była przepiękna. Miała blond loczki, śliczne niebieskie oczka i rządek równych zębów. Kiedy miała 3 latka, okazało się, że ma białaczkę.
   Pamiętam ten dzień, kiedy umierała.
Spojrzała na mnie. Z moich oczu poleciały łzy.
"Nie płacz..." Usłyszałam jej cienki głosik "... Tam będzie mi lepiej"
Kiedy to powiedziała, uśmiechnęła się i dała mi buziaka w policzek.
"Bardzo Cię kocham Peg..." Powiedziała po czym zamknęła swoje oczka... na zawsze.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć. Wiedziała, że ją kocham.
Kiedy usłyszałam ciągły pisk z maszyny, utrzymującej ją przy życiu... nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
"Laura! Kochanie! Mój największy skarbie! Obudź się!" Krzyczałam. "Nie rób mi tego... co ja bez Ciebie zrobię?" Te słowa powiedziałam już szeptem. Nie mogłam powstrzymać łez. Czemu to nie mogłam być ja? Czemu cierpieć musiała, mała dziewczynka? Najważniejsza osoba w moim życiu?
   Dziś postanowiłam, pojechać do mojego rodzinnego miasteczka. Na cmentarz.
O godzinie 11 wyjechałam, wraz z Niallem z domu. Już o 13 byliśmy na miejscu.
Poszłam z Niallem prosto pod jej grób. Spojrzałam na jej zdjęcie... była taka piękna, malutka... taka niewinna.
- To moja siostra - powiedziałam Niallowi pokazując na zdjęcie.
Niall postanowił nic nie pytać. Ukląkł przed grobem, dokładnie tak jak ja... modliliśmy się.
Z oczu leciały mi rzewne łzy. Niall otulił mnie ramieniem, lecz to nic nie pomogło.
Odchodząc, położyłam na jej grobie białego misia.
- Wszystkiego najlepszego aniołku... - powiedziałam przez łzy - bardzo Cię kocham.
Gdy to mówiłam, moją twarz oświetliło słońce.
- Bardzo... bardzo Cię kocham.
Gdy to powiedziałam wtuliłam się w ramiona Nialla. Nie byłam w stanie iść.
Niall zaniósł mnie do auta.

czwartek, 21 czerwca 2012

(38) Yyyy... Szok!

           Lot przeminą nam bardzo przyjemnie. W domu przywitali nas Chłopcy wraz z Judy.
Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie jak za nimi tęskniłam.
Za radami, Liama. Za zboczonymi tekstami Harrego. Za marchewkami Louisa. Za rapem Zayna. I oczywiście za wszystkim co jest związane z Judy. Za jej głosem, za jej spojrzeniem, za jej krzykiem, za jej uśmiechem... za wszystkim.
   Dzisiejszy dzień zaczęłam od tego, od czego zawsze zaczynałam dzień w Londynie.
Oczywiście, od kuchni. Przy stole siedział już Liam, z gotową Lemoniadą dla mnie.
- Nawet nie wiesz jak mi Cię brakowało... - powiedział - przez cały miesiąc sam siedziałem w kuchni, nie mając do kogo otworzyć ust.
- Teraz jestem - odpowiedziałam uśmiechając się do niego promiennie
- Na szczęście...
Siedzieliśmy tak sami około godziny, rozmawiając o tym jak nam miną cały miesiąc.
Po godzinie, do kuchni zszedł Niall.
- Cześć królewno - powiedział, równocześnie wyciągając jedzenie z lodówki
W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego i dałam mu całusa w policzek.
Po śniadaniu poszliśmy do salonu. Umiejscowiłam się na kolanach mojego blondasa.
- Ale brzuszek to Ci urusł, kochana - powiedział uśmiechnięty Zayn
- Tak... Nie ma to jak usłyszeć od mężczyzny, że jest się gruba... - powiedziałam
Wiedziałam oczywiście, że nie to miał na myśli.
- Oj, wiesz, że nie o to chodziło... - zaczął się tłumaczyć
- Wiem, wiem... Gdzie Judy i Harry?
- Pewnie są na górze... zakochańce nasze... - powiedział Liam
- Że co?
- To ty... nie wiesz? Harry oświadczył się Judy - wytłumaczył mi Zayn
- Że Co?!

(37) No niestety... nic nie trwa wiecznie...

         Mamy ostatni dzień na Hawajach. Dziś 1 listopada... a było cudownie.
Będę bardzo tęsknić za tym miejscem, mam nadzieje, że jeszcze kiedyś tu wrócę.
Rano wstaliśmy bardzo wcześnie. Nie chcieliśmy na nic marnować czasu. Około 6 rano wstaliśmy z łóżka.
Szybko się odświeżyliśmy i poszliśmy na plażę. Niebo było odcieniu różowego. Było po prostu piękne.
Weszliśmy do wody. Morze było ciepłe. Kąpaliśmy się tak jakieś 30 minut. Kiedy wyszliśmy z wody było już całkiem jasno. Postanowiliśmy wyschnąć, za pomocą słońca. Położyliśmy się na kocu i opalaliśmy.
Około 8 rano wróciliśmy na chwilę do naszego domku. O 15 mamy samolot, a do lotniska jest 15 minut, więc mieliśmy sporo czasu.
W domu zjedliśmy śniadanie. Mój głupek, strasznie zgłodniał, więc na śniadanie dostał, naleśniki z syropem klonowym.
Ja zadowoliłam się jedną kanapką z szynką i z serem.
Jedzenie zajęło nam pół godziny. Wiem, że długo, ale chcieliśmy cieszyć się każdą chwilą spędzoną na  Hawajach.
Po śniadaniu poleżeliśmy w łóżku kolejne pół godziny.
O 9.15 znów wyszliśmy z domu.
Poszliśmy prosto do naszego ulubionego miejsca na Hawajach.
Nad fontannę. Było przepięknie. Chciałabym tam zostać na zawszę.
Lecz myślę... że bardzo bym tęskniła, za Judy, za chłopakami... i za Londynem.
Długo przesiedzieliśmy nad fontanną.
Dopiero o 11, poszliśmy do restauracji.
Wiem, że niedawno jedliśmy, lecz chcieliśmy ostatni raz zjeść właśnie w tym miejscu.
Właśnie tam, zjedliśmy naszą pierwszą kolacje, jako małżeństwo.
O 12 byliśmy w domu. Musieliśmy się spakować. Zajęło nam to jakąś godzinę.
Mieliśmy jeszcze półtora godziny, więc położyliśmy się na łóżku i oglądaliśmy telewizje.
W końcu nadeszła godzina 15.30.
Wyszliśmy z domu, wprost do wypożyczonego przez Nialla auta.
Ostatni raz wyjżałam przez

(36) Niall! Uświadom to sobie!

            Rano wstałam w bardzo dobrym humorze. Obudziłam się koło mojego kochanego blondyna.
Jeszcze słodko chrapał. Poszłam więc wziąć prysznic.
Kiedy wyszłam z łazienki, Niall oczywiście, jeszcze spał.
Zjadła więc śniadanie i poszłam na taras.Wzięłam ze sobą, moją ulubioną książkę. Oczywiście "Zmierzch".
Bardzo się zaczytałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy mój blondyn wstał z łóżka. Kiedy się ocknęłam, stał w progu drzwi (oczywiście w samym ręczniku) i patrzył na mnie z uśmiechem.
- Dawno wstałeś? - zapytałam, odwzajemniając uśmiech
- Hmmm... Jakieś, pół godziny temu...
- I stałeś i nic nie robiłeś?
- Jak to nic? Patrzyłem na Ciebie... mógłbym tak całą wieczność - powiedział po czym podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek.
- Teraz, idź się ubierz skarbie - powiedziałam odchodząc od niego
- Dziś też nie?
- Niall... - powiedziałam załamując ręce - zrozum to! Wytrzymaj przez te 5 miesięcy, ponieważ seksu, nie będzie!
- Ale czeemuuu? - zapytał ze smutną minką
- Bo jestem w ciąży kochanie...4 miesiąc od dzisiaj!
Niall (nadal ze smutną miną) poszedł się ubrać.
- A co mamy dzisiaj w planach? - zapytał gdy wrócił z pokoju
- Hmmm... dziś... możemy poleniuchować na plaży.
Niall bardzo się ucieszył... chyba bał się, że czeka go kolejny dzień zwiedzania.
Nie mogłam mu tego zrobić.
Około południa poszliśmy nad morze. Siedzieliśmy tam gdzieś, do 20.
Następnie wyczerpani, promieniami słońca i falami mórz, położyliśmy się spać.
Jutro zadzwonimy do domu.
Dziś byliśmy zbyt zmęczeni.


środa, 20 czerwca 2012

(35) Hawaje - dzień numer 2

                     Nie będę opisywać wczorajszej nocy. Powiem tylko, że było ostro... Nie spaliśmy całą noc.
Kiedy się obudziłam, Nialla koło mnie, nie było. Co dziwne... w kuchni też go nie było.
Wyszłam więc na taras. Siedział do mnie tyłem, na leżaku. Po chwili zobaczyłam, że ma na sobie tylko ręcznik.
- Idź się ubierz, wstydu oszczędź - powiedziałam uśmiechając się
- Nie ma tu nikogo... I wiem, że wolisz mnie bez tego ręcznika...
- Może trochę... Ale nie teraz! Już mi się ubrać!
- No już się nie denerwuj, kochanie - powiedział, po czym wstał i przyciągną mnie mocno do siebie
Wiedziałam o co mu chodzi... postanowiłam, że dziś nie ulegnę jego niebieskim oczom.
-Nie... Niall... Dziś Nie - powiedziałam dając mu buziaka i odchodząc od niego
Niall poszedł się ubrać, zrezygnowany.
Chyba liczył na inny rezultat.
Kiedy się ubrał, przyszedł do mnie, do kuchni.
Zrobiłam mu duże śniadanie. Kiedy zjadł, postanowiliśmy trochę pozwiedzać.
Hawaje są piękne... pod koniec dnia, Niall zabrał mnie do restauracji, na kolacje.
Było pysznie.
Kiedy wróciliśmy, zadzwoniliśmy do Londynu.
Przywitało nas głośne "Heej"
Później oczywiście, jak się bawimy. I zboczone pytania Harrego.
Po rozmowie, zmęczeni położyliśmy się do łóżka.
- A może... - zaczął Niall kiedy zgasiliśmy światło
- Już mi spać!

(34) Jaki z niego uparciuch!

            Miałam jakieś dwie minuty spokoju, pod prysznicem, kiedy nagle usłyszałam Nialla, który stał już koło mnie w samych bokserkach.
- Jesteś pewna? - zapytał z szerokim uśmiechem
- No dobra... wchodź
Prysznic trwał jakieś pół godziny.
Oczywiście nie obeszło się bez pieszczot i pocałunków, lecz nic więcej.
Po relaksującym prysznicu, położyliśmy się do łóżka.
Byliśmy bardzo wyczerpani, ponieważ lot był bardzo długi.
Włączyliśmy telewizję.
Po godzinie oglądania, zrobiłam się bardzo zmęczona.
Przewróciłam się na bok i prawie zasnęłam. Z naciskiem na prawie.
- Peggy... A może by tak... - odezwał się Niall głaskając mnie po nodze i znacząco się uśmiechając
- Nie! - powiedziałam stanowczo
- Ale czemu?
- Bo po pierwsze jestem zmęczona, a po drugie, jakbyś jeszcze nie zauważył, jestem w ciąży, kochanie!
- Ale ja czytałem, że do czwartego miesiąca można!
- To masz problem! - powiedziałam, po czym wystawiłam mu język
- Proszę... - powiedział, postanowiłam go ignorować - Prooszę... Prooooooooszę.
- No dobra! Ale ostatni raz Ci ulegam!
- Dziękuje, Pani Horan - powiedział Niall po czym przystąpił do dalszych czynności.

(33) Miesiąc miodowy czas zacząć!

                  Na weselu Niall oznajmił mi, że wyjeżdżamy na miesiąc miodowy.
 Nie mogłam zaprotestować, Niall już zakupił bilety.O 20 pojechaliśmy na lotnisko.
Nie miałam pojęcia, gdzie jedziemy.
Lot miną nam bardzo przyjemnie. Mała zaczęła kopać.Niall spał z ręką na moim brzuchu, żeby poczuć kiedy znów zacznie kopać. W końcu sama zasnęłam.
Obudziłam się przy lądowaniu.
Niall przewiązał mi oczy chustką i wziął mnie na ręce.
Kiedy mnie odstawił, pod nogami poczułam piasek.
- Gotowa, księżniczko?
Pokiwałam głową na "Tak"
Kiedy odwiązał chustkę, przed sobą zobaczyłam piękne morze, w koło było pełno piasku i palm.
- Witaj na Hawajach, kochanie! - powiedział, po czym czule pocałował mnie w usta.
Z wrażenia, otworzyłam szeroko usta.
- Nasze bagaże są już w domku - dodał po chwili - chcesz się przebrać w strój?
- Nie, Niall, chcę się kąpać nago.- powiedziałam sarkastycznie
- Nie miał bym z tym, żadnego problemu - odpowiedział lekko przygryzając wargę
Poszliśmy do naszego domku.
Był świetny. Nie był za duży, ani za mały. Taki w sam raz.
Cudowny!
- No więc, Pani Horan... - odezwał się Blondyn - na co masz teraz ochotę?
- Teraz pójdę wziąć prysznic...
- Mogę z Tobą? - zapytał, uśmiechając się łobuzersko
- Popukaj się po głowie, palancie! - krzyknęłam przez drzwi do łazienki

wtorek, 19 czerwca 2012

(32) " Możecie się pocałować..."

        Dziś wstałyśmy o 6 rano. W domu byłam tylko ja, Judy, El i Danielle.
Na sam początek przyjechała fryzjerka, kuzynka Dan. Zrobiła nam piękne fryzury. Moje włosy upięła w pięknego koka, sprawiła , że wyglądały... ładnie. Dziewczyny miały włosy rozpuszczone. Moje musiały być spięte, do welonu.
Następna była wizyta u kosmetyczki. Wszystko poszło bardzo dobrze.
Właśnie się ubierałam, kiedy do domu weszli chłopcy. Najpierw wszedł Harry. Miał zasłonięte oczy rękami i zapytał :
- Możemy wejść?
- NIE! - odpowiedziałyśmy prawie równocześnie, wywalając go z pokoju
Później usłyszeliśmy tylko "Łaski Bez!" i trzaśnięcie drzwiami wejściowymi.
Przed kościołem byliśmy o 10.50... Za 10 minut ślub.
Zamknęłam oczy, i poczułam powiew wiatru. W tym momencie usłyszałam głos mojej matki "Jesteśmy z Ciebie dumni, kochanie!". Uśmiechnęłam się i poczułam jak Judy ciągnie mnie za rękę.
- Gotowa? - zapytała
Ze stresu, tylko pokiwałam głową na "tak".
Stanęłyśmy przed drzwiami kościoła. Przy moim boku pojawił się już Louis. Miał mnie on odprowadzić do ołtarza. Był to on, gdyż był on najstarszy, a ja nie miałam, ojca, ani nikogo innego.
Usłyszałam muzykę weselną. Wzięłam głęboki oddech, i poszliśmy.
Po otworzeniu drzwi, zobaczyłam Nialla, stojącego tuż koło księdza. Uśmiechną się na mój widok.
Kiedy stanęłam na przeciwko Nialla, Lou pocałował mnie w rękę i odszedł, do ławki.
Wszystko poszło gładko.
W końcu nadszedł ten moment.
Oboje powiedzieliśmy "Tak". W odpowiedzi usłyszeliśmy:
- Możecie się pocałować.
Nie czekaliśmy długo... Wszyscy bili nam brawa. Judy się popłakała, a ja?
Ja, nigdy nie byłam taka szczęśliwa.

(31) Wielki stres...

            Jutro mój wielki dzień. Tak właśnie, 1 października...
Nie będę miała wieczoru Panieńskiego. Pójdę z Judy na spacer. Ostatnio w ogóle nie spędzamy razem czasu. Oczywiście chłopcy nie mogą sobie odpuścić i idą do klubu.
Już o godzinie 18 wyszłyśmy z Judy z domu. Nie miałyśmy konkretnego celu.
Za niedługo w ogóle nie będziemy mieć dla siebie czasu... w końcu pojawi się dziecko.
Razem z Judy bardzo długo rozmawiałyśmy.
- Wiesz, Peggy... Ja chyba kocham Harrego
Kiedy to powiedziała, przypomniałam sobie podobne słowa wypowiedziane przez loczka.
- Powiedz mu to
- Ja, się bardzo boję.
- Nie masz czego... on też Cię kocha
- Skąd wiesz? - zapytała
- To widać - odpowiedziałam
Usiadłyśmy na ławce w parku. Mimo późnej godziny, było bardzo ciepło.
Postanowiłyśmy chwilę pomilczeć... pomyśleć o wszystkim.
- Jutro - zaczęła Judy - twój wielki dzień... Cieszysz się?
- Bardzo... ale też bardzo się boję.
- Nie masz czego...Będziesz szczęśliwa... Będziesz miała dziecko, i Nialla.
- I Ciebie - powiedziałam uśmiechając się ciepło
- I mnie...

(30) Najlepszy facet świata!

      Siedziałam tak z Harrym sama do 15. Następnie przyjechali chłopcy, strasznie głodni.
Zrobiłam im frytki i na tym koniec. Po jedzeniu poszliśmy z Niallem do pokoju. Tak, sobie pobyć razem.
Usiadłam na jego kolanach i wtuliłam się w niego.
- Coś się stało kocie?
- Nie. Czemu?
- Bo nigdy się tak do mnie nie tuliłaś.
- Już nie mogę?
- Oczywiście, że możesz głuptasie - powiedział całując mnie w czoło
Chwilę pomilczeliśmy, lecz zaraz Niall znów się odezwał.
- Jak tam u naszego małego człowieka?
- Nie wiem... myślę, że dobrze...
- To się cieszę - powiedział odkładając mnie na łóżko i całując delikatnie w (już widoczny) brzuch.
Skierował się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytałam zaniepokojona
- Do kuchni... przyniosę Ci herbatę.
Po 10 minutach przyszedł z kubkiem gorącej herbaty.
Posłusznie wypiłam.
- Wiesz co Niall?
- Co?
- Kocham Cię - powiedziałam po czym namiętnie go pocałowałam

(29) Harry...

         Dziś Judy musiała pojechać odwiedzić swojego ośmioletniego brata. Trafił do szpitala. Mieszka on z ich ciocią. Jest bardzo miła, lubię ją.
Chłopcy także wybyli dziś z domu, pojechali na plażę... lecz nie wszyscy. Harry musiał zostać w domu, ponieważ jest bardzo chory. Został dziś ze mną w domu.
Wstałam około godziny 10. Chłopców już nie było. Poszłam na górę, żeby zobaczyć, czy Harry jeszcze śpi.
Jednak, nie było go tam. Pewnie poszedł do kuchni... a nie można mu wstawać! Zastałam go tam.
- Co ty tu robisz?! - zapytałam wściekła - jesteś chory durniu! Miałeś leżeć w łóżku!
- Przepraszam... zrobiłem się głodny...
- Nie... to ja przepraszam... hormony mi buzują...
Uśmiechnęłam się i usiadłam kolo niego.
- Nie boisz się, że się zarazisz? - zapytał
- Nie... Jestem bardzo odporna.
Zrobiłam sobie tosty i poszłam z Harrym do salonu.
Puściliśmy jakiś film.
- Peggy... - powiedział cicho Harry - bo ja Ci muszę coś powiedzieć.
- Mów.
- Bo ja... Bo ja kocham Judy... i nie wiem jak jej to powiedzieć... I ja do niej czuję coś więcej...
- Mów jaśniej.
- Bo ja bym się chciał jej oświadczyć, ale boję się, że ona mnie odrzuci.
- No tym to mnie zaskoczyłeś...

poniedziałek, 18 czerwca 2012

(28) Nigdy nie byłam z niego tak dumna!

            Dziś 18 września. Z tego co ustaliliśmy, mój ślub z Niallem jest 1 października. Zostało 13 dni.
O godzinie 11, razem z Judy, El i Danielle (z którą niedawno temu się zaprzyjaźniłam) pojechałyśmy na miasto. Mam tak wiele spraw do załatwienia.
Na początku, naszym celem były sukienki. Musiałyśmy kupić suknie na wesele i moją suknię ślubną.
Suknię ślubną wybrałam już w drugim sklepie do którego poszłyśmy.
Była piękna... długa i miała odkryte ramiona.
Następnie, kupiłyśmy sukienki Dan, El i Judy. Są moimi Druhnami.
Każda wybrała sobie sukienkę. Ja wybrałam Niebieską do kolan z odkrytymi ramionami.
Naszym kolejnym celem były buty. Nie będę opisywać naszych następnych przygód, ponieważ nie było to ciekawe. Byłam bardzo szczęśliwa, że poznałam człowieka, z którym pragnę spędzić resztę życia.
Około 20, bardzo zmęczona, wróciłam do domu.
Musieliśmy z Niallem wybrać zaproszenia. Pozostawiłam to jednak w rękach Liama. Bardzo mu ufałam, a byłam tak zmęczona, że ledwo patrzyłam na oczy.
Od razu poszłam do łóżka.
- Jeszcze nie królewno. - usłyszałam głos Nialla który zaświecił z powrotem światło - musisz coś zobaczyć.
- Niee... Jutro... proszę.
-Okej... Jeśli nie chcesz w ten sposób... to zrobię to w inny - powiedział po czym wziął mnie na ręce.
Zaczęłam go bić po klatce piersiowej, lecz nic nie pomagało.
- Zamknij oczy - powiedział
Posłusznie go posłuchałam, zrobił ze mną na rękach parę obrotów, żebym nie wiedziała gdzie się znajdujemy, aż w końcu powiedział
- Jesteśmy, możesz otworzyć oczy.
Otworzyłam je. Znajdowaliśmy się w moim starym pokoju.
   Ściany były pomalowany na przyjazny oczom, błękit. W koncie była kołyska, na przeciwko niej, tuż koło drzwi, znajdowała się mała szafeczka. Nad kołyską zawieszona była karuzela, która po włączeniu, nuciła kołysankę, natomiast w kołysce, na malej poduszeczce, znajdował się biały misiu. W oknach zawieszone były, już, nowe białe firanki w kaczuszki, a na podłodze nie było mojego dywanu, lecz duży, puchaty, różowy dywanik. Na ścianie wisiało moje zdjęcie z Niallem, zrobione w dzień, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaraz po oświadczynach. Po przeciwnej stronie obrazu, namalowane było "NINA HORAN". Tuż pod tym napisem był jeszcze jeden, dużo mniejszy napis "Peggy Parker & Niall Horan 29 lipca"
Gdy to zobaczyłam, moje oczy natychmiastowo zaszły łzami.
- I ty to... sam? - zapytałam łkając ze szczęścia
- Tak... podoba Ci się? - zapytał
- Jeszcze pytasz? - odpowiedziałam rzucając mu się na szyje, i równocześnie ocierając łzy szczęścia o jego koszulkę.

(27) 13 września - Wszystkiego najlepszego Niall!

            Już wszystko sobie z Liamem wyjaśniłam, bardzo mnie przeprosił i obiecał, że przy najbliższej okazji  przedstawi mi Danielle. Trzymam go za słowo.
Rano bardzo wcześnie wstałam, musiałam wszystko przygotować... w końcu dziś urodziny mojego skarbu.
Wyszłam z łóżka, ubrałam się i szybko wyszłam z domu.
Poszłam do Eleanor, dziewczyny Louisa... bardzo się zaprzyjaźniłyśmy.
Do rzeczy, do El poszłam zrobić tort, nie mogłam go zrobić w domu, ponieważ Niall by zauważył, a tak, chłopcy mają powiedzieć, że poszłam do niej na damskie ploty.
Po dwóch godzinach ciężkiej pracy, nasz tort czekoladowy, był już gotowy.
Następnie musiałam pójść do sklepu po jedzenie i wybrać jakiś sensowny prezent.
Po długim namyśle wybrałam bokserki z napisem "Najlepszy chłopak na świecie." Zapakowałam to w ładne pudełko. Wszystkie inne zakupy spakowałam do siatek.
Przed domem musiałam zadzwonić do chłopaków, żeby zajęli czymś Nialla. Potem szybko weszłam do domu i schowałam rzeczy do kosza na pranie w łazience. Żaden z nich nigdy tam nie zagląda.
- Cześć księżniczko, jak było u El? - usłyszałam głos Nialla z salonu
Weszłam do pokoju po czym usiadłam mu na kolanach.
- Dobrze... Macie od niej pozdrowienia
Wszyscy udawaliśmy, że nie wiemy nic o urodzinach. On usilnie próbował nam przypomnieć, cicho napominając się, zwrotami takimi jak "Księżniczko, zapomniałem, który to dzisiaj dzień?".
Odpowiadaliśmy mu na jego pytania, nie ujawniając się.
Wieczorem zrobiło mu się chyba przykro.
Zaciągnęłam go na górę. Chłopcy mieli tylko 10 minut, aby wszystko przygotować.
Po dokładnie 10 minutach zeszliśmy na dół. Wszyscy wyszli z ukrycia krzycząc "Niespodzianka!"
Niall był bardzo ucieszony, że jednak pamiętaliśmy.
Postanowiłam być dobrą narzeczoną i pozwoliłam im się napić, lecz nie upić.
Kiedy impreza się skończyła, Niall był już lekko wstawiony.
Poszliśmy na górę, gdzie wręczyłam mu prezent. Ucieszył się.
- Wiesz.. mogłabyś mi dać jeszcze jeden prezent...
- Jaki?
- Ciebie... - powiedział po czym podszedł do mnie i namiętnie pocałował mnie w usta.


(26) Głupi Liam...

         Rano obudziliśmy się koło 9. Zeszliśmy do kuchni, byli tam już rodzice Nialla, Zayn, Harry i Judy.
Wiedziałam, że Lou zawsze wstaje późno, ale gdzie Liam? Zawsze wstawał najwcześniej.
Zaniepokojona poszłam sprawdzić, czy wszystko u niego dobrze.
Zapukałam, lecz nikt się nie odezwał, weszłam do pokoju... nie było go tam.
Wróciłam z powrotem do kuchni.
- Gdzie jest Liam? - zapytałam zaniepokojona
- Wyszedł gdzieś, jakąś godzinę temu - odpowiedział mi Zayn
Trochę mi się zrobiło przykro... Przyzwyczaiłam się, że zawsze rano siedziałam z Liamem w kuchni.
Rozmawialiśmy, jedliśmy śniadanie i piliśmy kawę.
Tak jakoś... łyso było bez niego.
Moje rozmyślenia przerwała mama Nialla.
- A więc... Postanowiliśmy, że dziś wracamy do domu. Wpadniemy jeszcze go Grega. Nie macie nam tego za złe?
- Nie, nie... - odpowiedział Niall - a o której?
- No... myślę, że po śniadaniu.
- Dobrze - powiedział blondyn
Z jego tonu wywnioskowałam, że nie był smutny... raczej, cieszył się.
Jak postanowili, tak zrobili. O 10 już ich nie było.
Liam cały czas nie wracał do domu... zaczęłam się martwić.
- Niall... A może tak , zadzwoniłbyś do Liama... Trochę się marwie...
- Ale ja wiem gdzie on jest... - powiedział całując mnie w czoło - poznał jakąś dziewczynę i bardzo ją polubił... Jakaś Danielle, czy coś takiego.
Byłam zła... byłam bardzo zła. Czemu mi nie powiedział? I to ma być przyjaciel? O nie! Tego mu nie wybaczę.
Poszłam zła do salonu i  usiadłam na kolanach mojego blondaska.
Chyba zauważył mój zły humor.
- Hej, piękna! Co się stało?
- Bo jak on mi mógł nie powiedzieć, że kogoś ma! - krzyknęłam oburzona - Ja mu mówię o wszystkim, a on takie coś mi robi!
- Oj przestań, bo robię się zazdrosny.
Popatrzyłam na niego i dałam mu buziaka w policzek

niedziela, 17 czerwca 2012

(25) Zadowalająca reakcja rodziców i Niall - uparciuch.

      Harry wszedł do kuchni i zobaczył, czemu Niall nie odpowiada.
- O! Dzień dobry! Ja muszę... do sklepu! - powiedział po czym szybko wyszedł z kuchni
- O co chodzi, Niall? - zapytała jego mama
- Myślę, że powinniśmy porozmawiać...- powiedział przerażony Niall
Niall wraz ze swoimi rodzicami wyszedł z pokoju. Od razu przybiegła do mnie Judy.
- Zabiję tego palanta! Mógł najpierw popatrzeć czy Niall jest sam...
- Nie... Harry nie wiedział...
Po 15 minutach Niall wrócił ze swoimi rodzicami.
Na początku byli w szoku...
Potem, podeszli do mnie, mocno mnie przytulili i pogratulowali.
Niall odetchnął z ulgą. Z resztą... ja też.
Bardzo kochałam Nialla, i bałam się, że jego rodzice mnie nie zaakceptują.
Moim przyszłym teściom daliśmy pokój na ostatnim piętrze... ten koło pokoju Judy.
Dziś śpię u Nialla... i nie wiem czy kiedyś pozwoli mi wrócić do starego pokoju.
Około 23 położyliśmy się do łóżka. Jak zwykle, spał w samych bokserkach.
- Niall... Kocham Cię - powiedziałam, wtulając się w jego nagi tors
- Ja Ciebie też - odpowiedział delikatnie muskając mnie w policzek.
- Co byś zrobił, gdyby twoi rodzice mnie nie zaakceptowali?
- Wtedy... nie uszanował bym ich woli i nadal był bym z Tobą... i z naszym maleństwem. A tak apropo's. Skoro wiemy, że będzie to dziewczynka... Może pomyślelibyśmy nad imieniem.
- Niall... Jestem w pierwszym miesiącu!
- Ale, wiesz... warto mieć plany na przyszłość... zawsze chciałem mieć córkę... będę ją rozpieszczać...
- A jak chciałbyś, żeby miała na imię?
- Hmmm... Zawsze podobało mi się imię Nina.
- W takim razie... przywitaj się z Niną - powiedziałam i położyłam jego rękę na moim brzuchu/

(24) USG, pokój dla małego człowieka i niespodziewani goście.

      Dziś dzień USG. Trzeba sprawdzić czy dziecko do tej pory się dobrze rozwija i można już usłyszeć bicie serca. Niallowi bardzo zależało na tym, żeby mógł pójść ze mną. Po wielu godzinach błagań... uległam.
O godzinie 9.00 wyszliśmy z domu. Pojechaliśmy autem.
Niall był bardzo zestresowany.
Z USG wyszło, że dziecko rozwija się prawidłowo. Gdy słuchaliśmy bicia serca maluszka... Niall popłakał się ze wzruszenia.
- Jeśli chce pani znać płeć dziecka... - zaczął lekarz - to w 90% jesteśmy co do niej pewny
Chwilę się nad tym zastanawiałam, lecz Niall popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Nie mogłam odmówić.
- No więc... Z USG wynika, że maluszek w 90% będzie dziewczynką.
Byłam bardzo zaskoczona... Niall przeczuwał, że będzie to dziewczynka.
Po wyjściu od lekarza, Niall nie mógł powstrzymać emocji.
Musiał już urządzić pokój naszego dziecka...
- A gdzie ty chcesz zrobić ten pokój? Bo  nie ma wolnego!
- Proste! Będziemy małżeństwem, moja droga! Przeprowadzasz się do mnie, a twój pokój zajmie nasze maleństwo.
- Nie! Ty jesteś seksoholikiem! Nie będziesz leżał noc w noc koło mnie!
- Założysz się? - Powiedział uśmiechając się łobuzersko
Postanowiłam się z nim nie droczyć.
Pojechaliśmy do sklepu meblowego... Niall wybrał wszystkie meble.
A nie! Przepraszam. Mogłam wybrać kolor kołyski.
Wróciliśmy do domu... był pusty... wszyscy pojechali do nowo otwartego wesołego miasteczka.
Niall włożył mebelki do mojego pokoju. Postanowił jutro je rozłożyć.
Gdy przeniósł wszystkie meble, zadzwonił do niego telefon.
- Moi rodzice zrobili mi niespodziankę - powiedział do mnie przerażony, gdy tylko się rozłączył - są na lotnisku i muszę po nich jechać.
Byłam przerażona, ale te szczęśliwa, że wreszcie poznam jego rodziców.
Po dwóch godzinach Niall był już w domu z naszymi gośćmi.
Zaniósł ich bagaże na górę. Jeszcze mnie nie widzieli. Blondyn poszedł po mnie do salonu i przyprowadził do rodziców.
- Mamo, Tato... To jest Peggy... Moja... narzeczona. - powiedział zestresowany
Podałam im ręce.
Nie byli zadowoleni, że nie poznali mnie wcześniej.
Byli bardzo dla mnie mili. Zaprosiliśmy ich do kuchni, na herbatę.
Na osobności, Niall wytłumaczył mi, że jego rodzice nie wiedzą o dziecku. Bardzo bał im się powiedzieć.
Na szczęście nie było po mnie widać. Ustaliliśmy, że dowiedzą się w swoim zasie... jednak los nie był po naszej stronie. Po pół godziny Chłopcy z Judy wrócili z wesołego miasteczka.
-Niall! Jak tam tatuśku!? - krzykną Harry, jeszcze kiedy stali w progu - Jak było na USG?
Harry nie był świadomy, że w domu byli rodzice.

(23) Moja osiemnastka...

      Wstałam rano, z łóżka. Na ścianie wisiał kalendarz, z zakreśloną na czerwono datą.
Ah... to dziś. 29 sierpnia. Dziewiętnaste urodziny Liama... I moja osiemnastka.
Jak zwykle rano poszłam do kuchni... zawsze podawane mi były tosty, które po chwili zwracałam.
Tym razem było inaczej.
Zeszłam po schodach, a przed kuchnią stał Niall.
- Dziś będzie trochę  inaczej księżniczko - powiedział - Idź do salonu.
Jak powiedział tak zrobiłam.
W salonie, był tylko Liam. Złożyliśmy sobie nawzajem życzenia i usiedliśmy na kanapie, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
Czekaliśmy tak około, pół godziny, aż w końcu do pokoju przyszedł Harry w garniturze.
- Witam. - powiedział uroczystym tonem - Dziś, zagramy w małą grę. Zasady są proste. Musicie współpracować. W różnych miejscach w domu ukryte są strzałki. Szukajcie ich i wypełniajcie polecenia. Miłej zabawy.
Kończąc "przemówienie", uśmiechnięty wyszedł z pokoju.
- No to... - zaczął Liam - panie przodem - dokończył otwierając mi drzwi salonu.
Uśmiechnięci wyszliśmy z pokoju.
Pierwszą strzałkę znaleźliśmy Przy schodach na pierwsze piętro.
 Był na niej napis. " Do góry! Pokój Zayna! Pilne! "
Skoro pilne to idziemy... Weszliśmy do pokoju Zayna.
Nikogo nie było. Na łóżku leżała karteczka. " Chodź wy nas nie widzicie, my widzimy was bardzo dobrze! Pamiętajcie o tym! Jako pierwsze zadanie, macie zrobić scenkę "Peggy oświadcza się Liamowi" Powodzenia! - Wasi chłopcy ;*"
- Skoro nas widzą, to... - powiedziałam po czym uklękłam na jedno kolano - Wyjdziesz za mnie Liamie Paynie?
- Hahahahaha... Oczywiście! - powiedział, strasznie się śmiejąc
Wtedy z głośników usłyszeliśmy głos "Na zewnątrz, strzałka!"
Byliśmy w jeszcze trzech innych pokojach. Nie będę opisywać co się działo... za dużo tego.
Na ostatniej strzałce widniał napis " Pokój Harrego to wasz cel!"
Popatrzyliśmy na siebie uśmiechnięci.
Razem weszliśmy do pokoju.
W pokoju Harrego, były wszystkie ważne dla nas osoby.
Przywitali nas głośnym "Happy Birthday".
Następnie zjedliśmy pyszny tort... później dali nam prezenty i wyszłam z Niallem z pokoju.
Musiałam wyjść ponieważ chcieli oblać nasze urodziny.
Było już późno więc położyłam się z Niallem na łóżku.
- Wiesz... Nie wyobrażałam sobie mojej osiemnastki, z ... dzieckiem w brzuchu.
- Za dziewięć miesięcy powtórzymy twoje urodziny - powiedział z troską Niall
- Ej... A po co robiliśmy te głupie zadania?
- Bo potrzebowaliśmy czasu na przygotowanie pokoju Harrego - powiedział po czym pocałował mnie namiętnie w usta - Wszystkiego najlepszego skarbie...

sobota, 16 czerwca 2012

(22) Jego reakcja? Kocham goo...

        Jego reakcja mnie bardzo zaskoczyła. Wziął mnie na ręce i pocałował w brzuch. Potem (nadal ze mną na rękach) zbiegł po schodach do kuchni. Wszyscy tam siedzieli.
- Będziemy mieć małego Horana! - wykrzyczał Niall
Wszyscy patrzyli na nas dziwnie, ale widać było, że się cieszą.
- Czyli wy... - zaczął Liam - albo nic.
Najpierw ockną się Lou. Zerwał się szybko i pocałował mnie w policzek.
Potem był Zayn, Liam, Harry, a na końcu Judy.
Była na mnie bardzo wściekła, że nie opowiedziałam jej o naszej nocy.
Pół godziny później przyszła do mnie i musiałam jej wszystko opowiadać.
Było to bardzo krępujące.
Położyłam się spać. Byłam bardzo wyczerpana.
Po pół godziny obudził mnie Niall.
Klęczał przed moim łóżkiem. Był ubrany w garnitur.
W ręce trzymał pierścionek.
- Niall, co ty...- zaczęłam lecz Niall kazał mi zamilknąć
- Peggy... Jesteś sensem mojego życia. Chociaż znamy się niedługo. To wiem, że nie mogę bez Ciebie, żyć. Peggy! Wyjdziesz za mnie?
- Ta..Ta... Tak!
Krzyknęłam! Byłam w szoku.
Zaczęliśmy się całować. Właśnie w tej chwili do pokoju weszli chłopcy i Judy. Zaczęli robić zdjęcia i bić brawo.
- Moglibyśmy to jakoś świętować... ale... - powiedział Loui wskazując na mój brzuch
-  Ja wiem jak możemy świętować! - dodał Niall biorąc mnie na ręce.
Zabrał mnie do pokoju i położył na łóżku.
-  To dopiero pierwszy tydzień... Chyba małemu nie zaszkodzi - powiedział po czym przygryzł wargę.

(21) I, Niall ma o tym wiedzieć? Ciekawe.

      Byłam bardzo zestresowana. Jestem jeszcze młoda. Za miesiąc będę miała 18 lat.
A jak o tym powiedzieć Niallowi? To będzie koszmar.
W domu go jeszcze nie było. Położyłam się do łóżka.
Rozmyślałam. A co jeśli Niall mnie rzuci? Jeśli mnie odrzuci, ponieważ będziemy mieli dziecko?
Tak bardzo go kocham. Jedno wiem na pewno. Urodzę to dziecko!
Postanowione.
Nie ważne, czy sama, czy z Niallem, na pewno je wychowam.
Po godzinie rozmyślania, zasnęłam.
Śnili mi się rodzice.
Powiedzieli, że będą mi pomagać. Chodź ich nie widzę, to zawsze są.
Będą czuwać nad moim maleństwem. Powiedzieli też, że mnie bardzo kochają.
Po godzinie obudziłam się. Wstałam z łóżka i od razu pobiegłam do łazienki.
Wymiotowałam.
W jednej chwili Niall był już przy mnie.
Tak jak zawsze, otarł mi buzię i kazał położyć się do łóżka.
Przyniósł mi herbatę i usiadł koło mnie, na łóżku.
Patrzyliśmy się na siebie. Wiedziałam, że muszę mu powiedzieć, nie wiedziałam jak.
- I co?  Kiedy wyzdrowiejesz? - zapytał z troską
- Za niedługo.
- Za niedługo czyli?
- Za... 9 miesięcy.-dodałam cicho
- Za 9 miesięcy! I to dla Ciebie jest niedługo? Będziesz choro... 9 miesięcy? Czy to znaczy, że...
- Tak. Będziemy mieć małego Horanka.

(20) czułam, że coś ze mną nie tak...

      Wczoraj byłam strasznie zmęczona. Już około 18, położyłam się spać... bardzo źle się czułam.
Wstałam około 7.30. W kuchni byli już wszyscy.
To dziwne, bo zawsze wstają po 10.
- Co chcesz na śniadanko kochanie? - zapytał mnie Niall
- Zaskocz mnie - odpowiedziałam
Po 15 minutach moje tosty były już gotowe.
Wzięłam jednego gryza i... Zrobiło mi się strasznie niedobrze.
W minutę byłam już w łazience i wymiotowałam.
- Wszystko dobrze kochanie? - zapytał Niall sprzed łazienki
W odpowiedzi usłyszał moje wymiotowanie...
Wszedł do łazienki gdy skończyłam. Otarł mi buzie chusteczką i mocno przytulił.
- Aż tak źle gotuje? - zapytał ze smutną miną
- Nie... już od wczoraj się źle czuje. Chyba jestem chora.
- To idź się połóż. Zaraz przyniosę Ci herbatę.
Posłuchałam go.
Po 10 minutach miałam już herbatę. Nialll bardzo się o mnie troszczył.
Czułam, że coś jest nie tak.
              *** Tydzień później***
W ogóle mi nie przechodziło. Chłopcy poszli nagrywać kawałki na nową płytę, a Judy pojechała odwiedzić swoje starsze siostry.
Obiecałam Niallowi, że dziś pójdę do lekarza.
Ubrałam się i wyszłam z domu. Bardzo słabo się czułam.
U lekarza zrobili dużo różnych badań. Większości nigdy nie miałam.
Na diagnozę czekałam pół godziny.
W końcu doszła do mnie oszałamiająca wieść.
Na świat przyjdzie najmłodszy potomek Horanów.

(19) Bardzo go kocham...

       Rano, koło siebie nie zastałam Nialla. Ubrałam się, i zeszłam na dół, do kuchni.
W kuchni był tylko mój skarb.
- Jak tam księżniczko? - zapytał z uśmiechem
- Dobrze... - odpowiedziałam zmieszana
Czułam się trochę... hmmm... niezręcznie. Powinnam?
Chyba nie.
- Co się dzieje? - zapytał podchodząc do mnie. Chyba poczuł, że coś jest nie tak.
- Nie, nic...
- Nie podobało Ci się... w nocy?
- Podobało mi się... ale nie wiem czy dobrze zrobiliśmy. Jestem jeszcze młoda.
- W końcu musiałaś to zrobić - powiedział po czym pocałował mnie namiętnie w usta
Właśnie w tym momencie do kuchni wszedł Zayn, Liam i Louis.
Patrzyli na nas ze zdziwieniem. Kiedy skończyliśmy się całować, chłopcy zaczęli nam gratulować.
Zapomniałam. Judy nic nie wie.
Ale co tam! Jak ona się przyzna że chodzi z Harrym, ja się przyznam, że chodzę z Niallem.
- Kocham Cię - wyszeptałam Niallowi do ucha i poszłam do salonu.
Włączyłam telewizje.
Przyszedł do mnie Niall, posadził mnie na swoich kolanach i mocno mnie przytulił.
Do pokoju weszła Judy.
- Przepraszam - powiedziała do Nialla i pociągła mnie za rękę.
- Czemu nic nie mówiłaś! - krzyknęłyśmy w tym samym czasie gdy byłyśmy już na osobności
- Czekałam, aż ty mi powiesz! - powiedziałam oburzona
- A ja czekałam na Ciebie! - Odpowiedziała tym samym tonem co ja
- Przepraszam - powiedziałam, po czym mocno się przytuliłyśmy
- Ja Ciebie też - wyszeptała mi do ucha
Wróciłam na kolana mojego kochanie.
Mocno go przytuliłam i pocałowałam.
- Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu - powiedział gdy skończyliśmy się całować


piątek, 15 czerwca 2012

(18) Upojna noc z nim w roli głównej...

      Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju, położył mnie na łóżko i zaczął łaskotać.
Śmiałam się cały czas.
-Niall. Przestań mnie łaskotać.
- Przestanę, jak powiesz, że mnie kochasz, i że na pewno tego chcesz.
- Niall kocham Cię bardzo mocno i chcę to zrobić, tu i teraz.
Chłopak przesuną bliżej swoje usta i zaczął "Gwałcić" moje usta.
Powoli zaczął ściągać moją koszulkę, nie przestając mnie całować.
Oderwałam się na chwilę od niego. Patrząc w oczy chłopaka, zaczęłam przygryzać dolną wargę.
Niall uśmiechną się łobuzersko i wrócił do dalszego pozbywania się mojej i swojej garderoby.
Blondas jest nawet dobrze zbudowany.
Chłopak delikatnie pieścił moje piersi i całował mnie po mym nagim ciele.
W końcu doszedł do mojego punktu G.
Spojrzał na nią swoimi niebieskimi oczami, szybko przesuną i pocałował mnie w usta.
 Był taki delikatny.
W końcu wszedł we mnie delikatnie, jęknęłam.
Przegryzał moje sutki. Czułam podniecenie.
W końcu wszedł we mnie po raz kolejny. Tym razem mocniej.
Zadrapałam mu plecy. Wygiął się lekko, ale to go podkręcało do dalszych igraszek łóżkowych.
Podczas kochania się, usłyszeliśmy przekręcający się zamek od drzwi.
- Peggy, Jak oni nas zobaczą to...
- To nic nie będzie. Jesteśmy dorośli i mamy prawo robić co chcemy. I chcesz przerwać taką cudowną noc?
- Posmutniałam
- O nie. Moja księżniczka nie może być smutna.
Niall wrócił do całowania. Mimo, że robiliśmy to 3 godziny, nie czuliśmy zmęczenia.
Około 4 nad ranem, zasnęliśmy nadzy, tuleni w siebie.

_______________________________________________________
Ten rozdział napisała moja kochana Paulinka! Dziękuje Ci najserdeczniej!

(17) Wypad do kina z całą paczką.

      Po naszym całusie, dużo rozmawialiśmy. Niall powiedział, że nie może beze mnie żyć. Ja czułam to samo. Postanowiliśmy, być razem.
Przypieczętowaliśmy to wyjściem do kina z całą paczką. Jeszcze nic nie wiedzą. Stwierdziliśmy, że powiemy im kiedy indziej. Wyjście do kina nazwaliśmy "Z okazji udanego remontu."
Około godziny 20 wyszliśmy z domu. Ja, Niall, Judy, Harry, Liam, Louis i Zayn.
Wybraliśmy film o którym nigdy nie słyszałam, Niall mówił, że fajny.
Było bardzo romantycznie. Koło mnie siedział Niall, a z drugiej strony Harry.
W połowie filmu spojrzałam na nich... a tam, Harry całował się z Judy!
Szok! Jak ona mogła mi nie powiedzieć, że są razem? No jak?
Czy to się nazywa przyjaźń.
Postanowiłam z nią pogadać, ale to już w domu.
Próbowałam ignorować ich zachowanie.
Po filmie chłopcy chcieli iść do Milkshake City.
Byłam już bardzo zmęczona, więc zaproponowałam, że ja sama wrócę do domu.
Niall nie chciał mnie puścić samej, i poszedł ze mną.
Gdy wróciliśmy do domu, Niall od razu poszedł do lodówki.
- I co będziemy robić? - zapytałam
- Hmmm... a co powiesz, żebyśmy wypróbowali twoje łóżko? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem

czwartek, 14 czerwca 2012

(16) No to idziemy zobaczyć pokój!

      Rano od razu po przebudzeniu, spojrzałam na telefon. Był sms... Od Nialla.
Hahaha... Napisał, że musimy spać u Josha... To dobrze bo właśnie to zrobiłyśmy.
Poszłyśmy do stylowej kuchni Josha. Zjadłyśmy śniadanie. Dokładnie kiedy skończyłyśmy jeść, Judy dostała
Sms'a. Od Harrego.
"Możesz przyjść królewno! Ale sama!"
Popatrzyła na mnie jakby chciała się zapytać "Mogę?"
Uśmiechnęłam się do niej. Więc poszła.
I co ja mam robić sama w pustym domu?
Postanowiłam pooglądać film. Włożyłam płytę do DVD i zaczęłam oglądać.
Seans nie trwał zbyt długo, gdyż po 15 minutach zasnęłam.
Obudziłam się, nie w pokoju Josha... ale gdzieś indziej.
Ściany w moim ulubionym kolorze, śliczne żółte zasłony i dywan z napisem "I Love Irish Boys".
Leżałam na łóżku przykryta mięciutkim błękitnym kocykiem.
Otworzyłam buzię... byłam zachwycona.
Nagle do pokoju wszedł Niall. Wstałam i podeszłam do niego.
- Podoba się? - rzekł zestresowany
Nie mogłam nic powiedzieć.
- Czyli nie? Wiesz, możemy przemalować ściany, meble też możemy zmienić i zas... - nie zdążył skończyć zdania, ponieważ zatkałam mu buzię pocałunkiem.
Trwało to długo... żadne z nas nie chciało tego kończyć. Było tak namiętnie.
W końcu odchyliłam się od niego i powiedziałam:
- Taka odpowiedź starczy?

(15) Z perspektywy blondaska.

   *** Oczami Nialla ***
    Do domu odprowadził je Liam. Kiedy wrócił zaczęliśmy wielką przeprowadzkę. Harry, Liam i Zayn poszli na górę, a ja z Lou i Joshem zostaliśmy na piętrze. Chciałem, żeby pokój Peggy był niesamowity.
Bardzo mi na niej zależało.
Przemeblowanie zaczęliśmy od wyboru mebli w katalogu. Po wyborze wysłaliśmy Paula po właściwe meble.
Farby do ścian mieliśmy wybrane. Ulubione kolor, Peggy. Tak jest, lawenda.
Zanim zaczęliśmy malowanie, musieliśmy wynieść wszystkie stare meble. Następnie rozłożyliśmy gazety, na podłodze. I malowanie czas zacząć.
Długo nam to zajęło. Po godzinie malowania, cali brudni, i już wymęczeni, skończyliśmy.
Musiało wyschnąć więc postanowiliśmy pójść zobaczyć jak idzie praca, naszym przyjaciołom.
Poszliśmy więc na górę.
Chłopcy właśnie kończyli malowanie.
Ściany w pokoju Judy były jasno zielone.
Nawet podobał mi się ten kolor. Mam nadzieje, że dziewczyny będą zadowolone.
Ściany długo schną więc postanowiliśmy zejść na dół coś zjeść. Strasznie zgłodniałem.
Po jakiejś godzinie wróciliśmy do pracy. Farba wyschła dość szybko.
Najpierw musieliśmy posprzątać gazety z podłóg. Następnie wyłożyliśmy podłogę dywanem.
Ta czynność zajęła nam dość sporo czasu.
Była już 21 więc musieliśmy zadzwonić do dziewczyn, że dziś śpią u Josha.
Powiedziały, że jakoś to przeżyją.

środa, 13 czerwca 2012

(14) Dom w stylu One Direction...

   Szybko wróciłam do domu. Przestraszyłam się, że Niall już wstał.
Kiedy doszłam, okazało się, że moje przypuszczenia nie były słuszne. Niall słodko chrapał.
Zapytałam Zayna ile on może tak spać, ponieważ jest już 10.
Nie zdążył mi odpowiedź, gdyż Niall właśnie wyszedł z pokoju. Gdy mnie zobaczył, uśmiechną się promiennie i podszedł mnie przytulić.
- Jadłaś śniadanie królewno? - zapytał
Pokiwałam głową na tak.
- To teraz ja idę jeść i czas na wielki remont.
Kiedy Niall zjadł, chłopcy oprowadzili nas po wszystkich wolnych pokojach. Było ich trzy.
Po "wycieczce" byłam zmęczona. W końcu ich dom ma trzy piętra. Nie tak dużo, lecz jeszcze dziś byłam na spacerze. Po długim namyśle, Judy wybrała pokój na trzecim piętrze. Piętro trzecie należało do tej pory, tylko do Harrego, ponieważ, mimo dwóch pokojów na piętrze, on jako jedyny na nim mieszkał. Jeden z nich stał pusty. Ja postanowiłam wybrać piętro drugie. Mieszkał na nim Zayn, Lou i Niall. Jeden z pokojów był wolny. Po tym co wam teraz napisałam, łatwo wywnioskować gdzie mieszka Liam. Tak. Zajmuje on pierwsze piętro. Na pierwszym piętrze mieści się łazienka, kuchnia, salon, jeden wolny pokój i oczywiście pokój Liama.
Chłopcy podzielili się na dwie grupy. Zayn, Liam i Harry zajmowali się pokojem Judy. Natomiast Lou, Niall i
Josh (który przyszedł im pomóc) zajęli się moim pokojem.
Oczywiście nas wysłali do domu Josha (który znajduje się tuż obok).
Nie pozwolili nam wchodzić, aż sami po nas nie przyjdą.
No dobra... jakoś to przeżyje.

(13) Nowe otocznie...

   Około godziny 19 lekarze wypuścili nas (mówiąc nas mam na myśli mnie) ze szpitala. Ponad godzina drogi. Myślę, że szybko minie, ponieważ będzie spędzona w miłym towarzystwie.
Dobrze się bawiliśmy. Nie jechaliśmy autobusem, ani taxi, lecz... limuzyną.
- Dziś śpicie w moim pokoju - odezwał się Niall - a ja się prześpię u Louisa. Jutro wybierzecie sobie pokoje kupimy meble... i ogólnie wprowadzicie się.
Przytaknęłyśmy.
- A jutro będzie impra! - krzykną Lou
Niall popatrzył na niego karcącym wzrokiem.
- Albo, nie, ponieważ... wracamy ze szpitala...- opamiętał się Lou
- I nie mamy czego świętować - dodał ciszej
Więc dojechaliśmy. Wysiadłam z auta i chciałam zrobić pierwszy krok... lecz Niall mi nie pozwolił i wziął mnie na ręce.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Nie możesz chodzić! - zaczął się tłumaczyć - jesteś osłabiona! Dopiero co wracamy ze szpitala.
Postanowiłam się nie stawiać. Odłożył mnie prosto do swojego łóżka, następnie przyniósł kolacje i wyszedł na chwilę. Nie wiem po co.
Właśnie kończyłam jeść, i przyszedł. Miał przy sobie trzy filmy.
- Może coś oglądniemy? - zapytał
- Jasne, a co masz?
Spośród trzech filmów, postawiliśmy na "P.S Kocham Cię".
Niall włożył płytę do DVD i położył się koło mnie. Obią mnie swoim ramieniem i przykrył moją kołdrą.
Wtuliłam się w niego i co dziwne... nie czułam krępacji. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że mogłam mu zaufać.
Nie zdążyłam do oglądać filmu, ponieważ w połowie, zasnęłam.
Obudziłam się rano. Koło mnie nie leżał już Niall, lecz Judy. Czytała książkę.
- Wstałaś Kocie. - powiedziała ciepło - złaź na dół na śniadanie.
Dałam jej buziaka w policzek i zeszłam. Na dole był tylko Liam.
- No cześć ! - przywitał mnie z uśmiechem na buzi - Dziś robimy przemeblowanie. Jedz śniadanie i zaczynamy.
Zjadłam śniadanie, w jego miłym towarzystwie. Bardzo go polubiłam. Pokochałam go jak brata... chodź znam go tak nie długo.
- Liam... bo ja chciałabym się przejść po okolicy - powiedziałam - moglibyśmy zaczekać z tą przeprowadzką?
- Nie wiem czy Niall się zgodzi, żebyś poszła sama...
- Gdzie on jest?
- Jeszcze śpi, a co?
- Skoro śpi to nie musi wiedzieć... a ty nic nie powiesz prawda?
- No dobra... ale wracaj szybko!
Umyłam zęby, i przeczesałam szybko włosy. Nie musiałam się przebierać, ponieważ wczoraj zasnęłam w ubraniu. Szybko wyszłam z domu.
Szłam przed siebie, a że nie znałam okolicy, nie wiedziałam dokładnie dokąd idę.
Zatrzymałam się w parku. Nigdy tu nie byłam. Usiadłam na małej ławeczce i  zamknęłam oczy.
Siedziałam tak i myślałam, kiedy nagle usłyszałam szept. "Jesteś śliczna kochanie. Nie zapominaj o tym"
Dobrze wiedziałam kto to powiedział. Rozpoznałam głos swojego taty.
Do oczu napłynęły mi łzy... łzy szczęścia. Wiedziałam, że rodzice są przy mnie.

(12) I że mamy się przeprowadzić?

   Obudziłam się. Nade mną zobaczyłam Nialla. Byłam bardzo zdziwiona.
- Co ty tu robisz? - zapytałam blondyna
- Kiedy dowiedziałem się, że twoi rodzice nie żyją... musiałem tu przyjechać... a teraz jeszcze to.
W tym momencie, do pokoju wpadła Judy, ze łzami w oczach.
- Wstałaś kochanie! - od razu krzyknęła - bałam się... że ciebie też stracę.
- Ile byłam nieprzytomna? - zapytałam
- Tydzień - odpowiedział mi Niall.
Dla mnie było to jakieś pięć minut.
Judy wyprzytulała mnie.
- I byliście ze mną przez te wszystkie dni? - zapytałam ze zdziwieniem
- Dni i noce - odpowiedział Niall z troską.
Wtedy do sali przyszła reszta One Direction.
- My też byliśmy - powiedział Zayn uśmiechając się.
Z oczu poleciały mi łzy szczęścia.
- Jutro wracamy do domu - powiedziała Judy
- O nie, nie i jeszcze raz nie! - wzburzył się Niall - Nie wrócicie do domu!
- Od jutra... mieszkacie z nami panienki - dodał Harry z szerokim uśmiechem na twarzy
- Ale... - zaczęłam lecz Niall mi przerwał
- Żadne ale! Liam, Zayn i Louis już przenieśli wasze rzeczy
- Nie chcecie chyba, żeby nasz praca poszła na marne? - wtrącił Lou



(11) "Obudź się kochanie. Proszę!..."

    *MÓJ SEN*

   Na początku zobaczyłam łąkę.
Postanowiłam pójść... Stali tam moi rodzice. Przytulali się, i kiedy mnie zobaczyli, powiedzieli:
"Musisz iść dalej kochanie! Chociaż nas już nie będzie, to dasz sobie radę. Idź dalej skarbie! Nigdy nie patrz za siebie."
Postanowiłam ich posłuchać. Poszłam dalej.
Następnie zobaczyłam moją Judy.
" Kotku... Ja wiem co przeżywasz... również straciłam rodziców, jednak oni zawsze będą przy nas. Może nie widoczni, ale będą. Będziemy się wspierać skarbie. Idź dalej... Nie oglądaj się za siebie."
Jak wcześniej, nic nie powiedziałam tylko poszłam dalej.
Zobaczyłam napis "Ostatni przystanek"
Szłam dalej... Były tam wielkie drzwi.
Chwilę stałam, nie wiedziałam co mam zrobić.
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
Był tam... on. Niall Horan.
Grał na gitarze i śpiewał piosenkę, "More than this".
Gdy skończył... obrócił się do mnie i powiedział:
"Obudź się kochanie! Proszę! Tak bardzo Cię potrzebuję."

wtorek, 12 czerwca 2012

(10) To jakiś żart... Prawda?

   Trzy dni minęły nam łatwo. Codziennie dzwoniłyśmy do chłopaków, i oczywiście kontaktowałyśmy się z rodzicami. Nie było trudno mieszkać samemu. Było nawet fajnie.
Dnia powrotu rodziców, o godzinie 9 rano... Zadzwonił telefon.
Nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam.
O godzinie 8.43, autobus, z naszymi rodzicami... robił się.
Myślałam, że to jakiś żart. Przeżyły tylko dwie osoby.
Nie byli to ani rodzice Judy... ani moi.
Kiedy tylko usłyszałyśmy to zdanie, nie wierzyłyśmy... po pięciu minutach doszło do nas... co się stało.
Wybuchłyśmy płaczem.
Jeszcze nikt nie wiedział o naszej tragedii. Byłam w takim szoku, że na początku... nie mogłam nic powiedzieć.
Po 10 minutach, wybiegłam na ulicę... uklękłam przed kapliczką, która była niedaleko domu, i modliłam się. Płakałam, i modliłam się, aby Bóg przyjął naszych rodziców do nieba. W końcu o też nie pomogło.
Zaczęłam krzyczeć: "Dlaczego?!" i "Czemu to nie byłam ja!?".
Wybiegłam na ulicę. Nie zauważyłam pędzącego samochodu.
Straciłam przytomność. Nie mam pojęcia na jak długo.
Wiem tylko tyle, że żyje... niestety.

(9) Czułam się tak... dziwnie.

   Nadszedł oczywiście moment powrotu do domu. Z Niallem nie byliśmy, parą lecz czułam, że żal mi jest go opuszczać. Po naszym pocałunku, dużo rozmawialiśmy.
Poznałam go nie jako gwiazdę One Direction, ale jako Nialla Horana. Niezwykłego chłopaka o uwodzicielskim
Irlandzkim akcencie. Uzgodniliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi. Nie wyszło by nam jako para... On gwiazda, ja
zwykła dziewczyna z przedmieścia. Nie pasujemy do siebie.
Oczywiście zdążyłam poznać Liama, Louisa i Zayna.
Nie pojechaliśmy autobusem. Chłopcy użyczyli nam jedno ze swoich aut, i swojego kierowcę.
Na pożegnanie przytuliliśmy się, a z Nialla ucałowałam w policzek.
Łza zakręciła mi się w oku. Lecz nic nie trwa wiecznie.
Tym razem droga zajęła nam tylko półtora godziny. Byłyśmy bardzo zmęczona.
Na szczęście Judy miała dziś spać u mnie.
- Dziękuje - powiedziała do mnie cicho
- Za co?
- Za wszystko - wyjaśniła całując mnie w policzek, dokładnie w to samo miejsce gdzie pocałował mnie Niall.
Było jeszcze dość wcześnie. Więc poszliśmy zjeść kolacje.
Moich rodziców nie było w domu, ponieważ wyjechali dziś rano z rodzicami Judy, na trzydniową wycieczkę po Londynie.
Po kolacji przebrałyśmy się w piżamę i położyłyśmy się do łóżka. Długo gadałyśmy.
O godzinie 22.00 postanowiłyśmy, włączyć telewizję.
Po godzinie oglądania, padłyśmy wycieńczone dzisiejszym, i wczorajszym dniem.



Marzenia się spełniają. Warto je mieć.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

(8) I dopiero teraz do mnie doszło gdzie jestem...

   Gdy byliśmy już w kuchni... Judy się ocknęła.
- Tak w ogóle to co my tu do cholery jasnej robimy!
- Wow. Aniołek pokazał różki. - zaśmiał się Harry
- Czy ktoś mi to wytłumaczy? - dopominała się moja kochana blondyneczka
- No więc to było tak...- Niall wszystko jej wytłumaczył
I właśnie Niall to opowiadał... ocknęłam się zupełnie jak Judy.
- Do cholery jasnej, dopiero do mnie doszło, że strasznie się spiłam i obudziłam się w łóżku faceta którego kocham, lecz on mnie nie zna!
- Ty mnie kochasz? - zapytał zaskoczony Niall
W tej jednej chwili stałam się czerwona jak burak... Jak ja mogłam to powiedzieć na głos?
-  No bo widzisz.. Zawsze byłeś moim ulub... - nie zdążyłam dokończyć.
Niall zatkał mi buzie całusem.
Było tak namiętnie. Kiedy odchylił się ode mnie, patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
-Czuję jakbym, Cię znał od zawsze. - usłyszałam z ust blondyna

(7) Yyyy... Emhem... To było dziwne...

   No, nie wierze! Przeszukaliśmy każdy pokój... oprócz pokoju, na końcu długiego korytarza.... Tak, dobrze myślicie. Pokój Harrego. Na drzwiach wisiał plakat "Keep Calm and Loves Harry Styles"... Po tym się domyśliłam. Ostrożnie otworzyliśmy drzwi pokoju. Judy, leżała na łóżku. Co nas zdziwiło, w pełni ubrana.
A Harry? Na podłodze... również nie pozbył się niczego ze swej "Garderoby". Cichutko podeszłam do niej... i z całej siły przywaliłam w łeb.  Obudziła się, lecz na szczęście nie wrzasnęła.
Jeszcze obudziłaby tego słodziaka śpiącego na podłodze.
Była na mnie zła... nawet bardzo.
Właśnie miałyśmy wychodzić z pokoju kiedy usłyszeliśmy głośny krzyk, mego lokowanego idola
"Proszę Niall nie jedz mojej twarzy!"
Obudził się, zalany potem i z łzami w oczach.
Strasznie się z niego śmiałyśmy.
Gdy nas zobaczył, uśmiechnął się zalotnie i podszedł do Judy. Ucałował ją w rękę.
Następnie podszedł do mnie.
- Panienki, chyba jeszcze nie znam - usłyszałam z jego ust - Harry. Miło mi.
- Peggy - odpowiedziałam podając mu rękę i uśmiechając się. Byłam strasznie zszokowana.
Ucałował ją delikatnie , tak jak zrobił to z ręką Judy.
Poszliśmy w czwórkę do kuchni, ponieważ Niall strasznie zgłodniał. Ciągle czekałam na jeszcze jeden moment.
Poznałam już Josha, Nialla i Harrego. Czekam jeszcze tylko na Liama, Louisa, Zayna i oczywiście... Paula.
Gdzie oni są!?

niedziela, 10 czerwca 2012

(6) O mój Bosz! Czy to... Josh!? Lecz nie to jest teraz ważne!

   Weszłyśmy do klubu. Leciała jakaś nie do końca znana mi piosenka. Od razu poleciałam do baru.
Najpierw jeden kieliszek, potem drugi, trzeci... i kolejne. Później pamiętam tylko, głośne oklaski. Do klubu musiał wejść ktoś ważny. Później... No właśnie... Co potem?
   *** *** ***
   Obudził mnie strasznie mocny ból głowy. Przetarłam oczy i... Gdzie ja jestem!?
Jestem w jakimś pokoju. Całkiem białe ściany. W łóżku jestem sama. Gdzie jest Judy?
Przetarłam oczy jeszcze raz. Może to sen?... Nie to nie sen! Gdzie ja jestem!?
Nagle, drzwi do pokoju otwierają się... I kto się za nimi kryje? Nie wierze!
- O mój Boże! O mój Boże!  O mój Boże! Josh Devine! - Zaczęłam krzyczeć
- Hej, królewno. Już wstałaś!
- Przepraszam, ale co ja tu robię?
- Wytłumaczyłbym Ci to, ale pewien chłopak, wie więcej ode mnie. - powiedział po czym wyszedł z pokoju
Nie wiedziałam o co chodzi.
I... drzwi znów się otworzyły. Niall Horan. Niall Horan ukazał się zza drzwi po czym uśmiechnął się do mnie promiennie.
- No czeeść! - przywitał się Niall - Jak się spało?
- Cz...cz...cześć! - powiedziałam zszokowana
- Pewnie zastanawiasz się co tu robisz?
Pokiwałam tylko głową, na "tak".
Niall wszystko mi wytłumaczył. Okazało się, że bardzo się opiłam, wczoraj w nocy. Podeszłam do niego i porwałam go do tańca. Nie wiedział co robię, lecz domyślił się, że jestem fanką, a fanów nie można odrzucać.
Wypiłam jeszcze pare kieliszków... i byłam już tak pijana że nie mogłam chodzić. Zawieźli mnie więc do ich domu.
-... Nawet nie wiem jak masz na imię. - stwierdził na sam koniec
- Peggy. - Podałam mu rękę - Miło mi
Chłopak uścisną moją rękę i znów uśmiechną się przyjaźnie.
- A gdzie jest Judy?
- Ta twoja przyjaciółka? U któregoś z chłopaków. Lepiej chodźmy ją szukać... I módl się, żeby nie znalazła się u Harrego, ponieważ jeśli tak, to ich noc była zapewne ciekawa.

(5) Czy ja jestem w niebie? Chyba tak!

   No więc... Jesteśmy. Weszłyśmy dość szybko. Jest dwadzieścia po osiemnastej.
Jestem taka podekscytowana.Mamy miejsca bardzo blisko sceny... W końcu pierwszy rząd.
Co jest? Światłą gasną... Na ścianie wyświetlił się zegar.
"Wybiła godzina Osiemnasta trzydzieści."- Oznajmił jakiś męski głos
O mój Boże! Wyszli na scenę!
Najpierw oświetlili Liama, potem Harrego, Zayna, Louisa i... Nialla.
Zaczęli piosenką "One Thing"
   Po trzeciej piosence, mianowicie "Na na na", Judy, odezwała się.
- Stara! - powiedziała mi prosto do ucha - Ten twój Niall cały czas się na Ciebie gapi!
Faktycznie, patrzył się! Pewnie na jakąś dziewczynę za mną.
Chłopcy zaczęli podchodzić do widowni i podawać ręce.
Dotkną mnie! Nie mogę!
Ten Niall Horan mnie dotkną! Prawię zemdlałam.
Nadszedł w końcu ten moment :( . Ostatnia piosenka.... Moja ulubiona . "Forever Young"
Po koncercie, chłopcy nie dawali autografów. Byłam strasznie zawiedziona.
Na pocieszenie... Judy zaproponowała imprezę.
Oczywiście... Zgodziłam się. Wybrałyśmy się do najbliższego klubu.

(4) Ahh! I gdzie tu pójść?!

    Droga się jednak trochę przedłużyła. Dopiero na 14 dotarłyśmy do miasteczka.
Czyli mamy 4 i pół godziny... I co mamy tu tyle robić?
Razem z Judy postanowiłyśmy wybrać się  najpierw do kawiarni.
Stanęłyśmy przed niewielkim budynkiem. Nad drzwiami wisiał szyld "Dream Cafe".
Weszłyśmy. W środku było... hmmm... Uroczo? Myślę, że tak. Można powiedzieć, że było uroczo.
Zamówiłam Latte macchiatto , a Judy wolała postawić na Cappuccino.
Chciałam wziąć ciastko, lecz Judy powiedziała stanowcze NIE.
Powiedziała, że nie mogę jeść słodkiego bo po słodyczach mi odbija.
Postanowiłam się nie sprzeczać. W końcu dziś taki PIĘKNY dzień.
Około 15.30 wyszłyśmy z "Dream Cafe".
- No i gdzie teraz? - zapytałam moje pomysłowej kumpeli
- Hmmm... Do koncertu jeszcze trzy godziny... Musimy iść gdzieś blisko Areny.
-  Sama na to wpadłam - powiedziałam cicho
- To wiem! Chodźmy do parku! Spójrz - powiedziała wskazując na mapę - tuż obok Areny jest park!
- To chodźmy... - zgodziłam się
W parku było... po prostu przepięknie. Było kilka ławek, dwie huśtawki i... małe przepiękne jeziorko.
Usiadłyśmy z Judy na huśtawkach. Dopiero teraz zauważyłam, że po jeziorku pływają maleńkie kaczorki.
Od razu tam podbiegłam i nakarmiłam je chlebem.
Kiedy usiadłam nad rzeką straciłam poczucie czasu.
"Obudziła" mnie Judy, mówiąc, że do koncertu zostało pół godziny.
Musiałyśmy pójść na Arenę zająć miejsca.
A więc... Zabawę czas zacząć!
Moje największe i za razem jedyne marzenie... Dziś się spełni!

(3) Będzie ubaw na maksa!

   Obudziłam się. Tak to już dziś! Zaraz... która godzina? CO?! Już 9.30! Autobus mamy za godzinę! Od razu wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mojej idiotki.
-Judy! Wstawaj za godzinę autobus!
- Tak wiem. Za ok. 15 minut będę u Ciebie. Właśnie wyszłam z domu.
Rozłączyłam się. Wzięłam prysznic i zza drzwi łazienki usłyszałam głos Judy.Krzyknęłam, żeby poczekała u mnie w pokoju. Umyłam zęby, pomalowałam się, zrobiłam ładnego koka i ubrałam się w rzeczy które przygotowałam wczoraj.
Weszłam do pokoju i zastałam tam moją przyjaciółkę.
Była ubrana w granatowy top, białe rurki, białe Converse i czarny, elegancki sweterek na suwak.
Miała skromny makijaż i lekko zlokowane włosy.
- Wyglądasz bosko, laska - powiedziała do mnie uśmiechając się.
Spojrzałam na zegarek. Odetchnęłam z ulgą kiedy zobaczyłam, że jest dopiero 10.
Zeszłyśmy na dół, do kuchni zjeść śniadanie. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, i wyszłyśmy.
O godzinie 10.25 siedziałyśmy już w busie. Czeka nas teraz długa droga. Do miasteczka jedzie się 3 godziny.
Więc o 13.30 Powinnyśmy być na miejscu. Zdaję sobie sprawę, że koncert jest dopiero o 18.30, ale chciałyśmy jeszcze trochę pozwiedzać.
Oczywiście moja kochana Judy, włożyła słuchawki do uszu, i po 10 minutach zasnęła.
Ja nie mogłabym spać w takiej chwili. Jest we mnie zbyt dużo emocji.
Nie mogę się doczekać. Chciałabym już tam być.

sobota, 9 czerwca 2012

(2) Już tak niedługo?... Nie wierze!

    Tak! Koncert już jutro! Rano obudziła mnie Judy. Oczywiście punkt 6.00 rano, a ona dzwoni. Czasem mam ochotę ją...ZABIĆ! Jednak kiedy już słyszę jej głos... natychmiastowo przechodzi.
- Peggy! Ty jeszcze śpisz! - usłyszałam po drugiej stronie telefonu
- Już nie - odpowiedziałam drażliwie
- To się ciesze. Skoro jutro muszę iść z Tobą na ten koncert, to musimy się fajnie ubrać! Idź się... Odśwież, zjedz śniadanie i za 30 minut będę u Ciebie. Shop Time!
Nie zdążyłam już nic powiedzieć, ponieważ moja kochana Judy się rozłączyła... Zwlokłam się z łóżka i poszłam, (jak to powiedziała Judy) się "odświeżyć". Po pół godziny była już u mnie.
- Siema maleńka - powiedziałam uśmiechając się przyjaźnie
- Hej kocie - odpowiedziała równie promiennie co ja
Poszłyśmy na nasz "Shop Time". Dużo rozmawiałyśmy. W końcu doszłyśmy, do mojego ulubionego tematu.
- No więc... - zaczęła Judy - Jutro ten koncert.
- Tak! Nie wierze, że to już Jutro! Jestem tak szczęśliwa...
- Ciesze się z twojego szczęścia...
- Zobaczysz! Jeszcze będziesz mi dziękować że poszłaś!
-Ta... Na pewno.- Powiedziała niezadowolona
Z zakupów wróciłyśmy po trzech godzinach. Wróciłam z torbą pełną rzeczy... Miałam duży wybór, i nie wiedziałam co miałam założyć, żeby chłopcy mnie zauważyli... Nie... nie wszyscy. Ten jeden. Niall Horan... To na nim mi zależało najbardziej.
W końcu postawiłam, na białej koszulce z napisem "I LOVE IRISH BOYS", zielonych rurkach i oczywiście czarnych Converse. Żeby nie było mi zimno, wzięłam też czarną kurtkę dżinsową.
Przepełniona emocjami, już o 20.30 położyłam się spać.
Nie mogłam się doczekać. Tak blisko chłopaka moich marzeń! W końcu, miejsca w pierwszym rzędzie.

Najpierw... Nudne życie Peggy.

   Chodzę do ostatniej klasy gimnazjum, w naszym małym miasteczku..  Moje życie nie jest wcale ciekawe... wręcz nudne.
   Mam tylko jedną przyjaciółkę, Judy. Nie wielka blondynka. Bardzo ładna.
Razem z Judy, lubimy chodzić do kina i na zakupy. Prawie każdą wolną chwilę spędzamy razem.
Bardzo ją kocham i nie wyobrażałabym sobie życia bez niej.
   Bardzo lubię zespół One Direction. Zawsze chciałam ich spotkać, jednak nigdy nie miałam okazji.
Jednak dziś... szczęście się do mnie uśmiechnęło. Wygrałam bilety na ich koncert! Już za tydzień!
Idziemy razem z Judy, jednak ona nie lubi tak bardzo One direction.
Można powiedzieć, że toleruje ich tylko dla mnie.
Jednakże wybiera się na koncert, bo inaczej przywiąże ją do fotelu w autobusie i siłą ją tam zaciągnę! Pojedzie tam... jeszcze mi będzie za to dziękować.
 

prolog...

    Nie mam pojęcia jak to się stało. Jestem zwykłą dziewczyną , z małego miasteczka. Niczym się nie wyróżniam. Brązowe włosy, gdzieś tak do ramion, piwne oczy i lekko różowe usta.
Wiedzą też się zbytnio nie wyróżniam... Powiedziałabym nawet, że jestem głupia. A spotkało mnie takie... szczęście. Mój kochany blondyn... Odkąd jesteśmy razem... Wydaje coraz więcej pieniędzy na jedzenie. Lecz kocham go jak nikogo innego! Nie przestawajcie marzyć! Marzenia się spełniają! Trzeba tylko... uwierzyć.